RSS
 

Notki z tagiem ‘tagow-brak’

A jednak!!

16 lut

orkiestrowo

czyli solidnie spóźniona relacja z mego orkiestrowego grania nad Morskim Okiem. Magda z Kubą już chyba stracili nadzieję,że kiedykolwiek się ta relacja pojawi.Nic bardziej mylnego :)))
Moja przygoda z WOŚP zaczęła się stosunkowo późno, gdzieś tak na początku grudnia, gdy urlopowałam się radośnie w Gorcach. Dokładniej rzec ujmując w schronisku na Turbaczu, gdzie wpatrzona w panoramę Tatr za oknem głośno marzyłam o wyjeździe tam.
Wtedy też ostatecznie potwierdziłam swoją chęć pomocy, aczkolwiek ani nie wiedziałam co i jak, ani tez do kogo powinnam się zgłosić. W połowie grudnia dostałam telefon do Magdy i od tej pory nic nie już takie zwyczajne. Nastąpiła energiczna wymiana maili, poszukiwanie sponsorów do orkiestrowego sklepiku. Gdzieś po drodze przy okazji jednego ze spotkań poznałam Romana, gdańskiego przewodnika sypiącego jak rękawa gdańskimi opowieściami. W czasie spotkań przedwyjazdowych wspólnie oglądaliśmy i niekiedy próbowaliśmy odgadnąć jak też działają co bardziej skomplikowane towary od sponsorów. Do stanu zbliżonego do lekkiej paniki sprowadziła mnie głęboka wiara ekipy w moją znajomość obsługi otrzymanej elektroniki…:))Chcąć uniknąć kompromitacji zasięgnęłam informacji i wszystko grało. W miarę upływu dni stos orkiestrowy w mieszkaniu Magdy robił się coraz większy i coraz bardziej urozmaicony. Dorzuciłam do niego plik kalendarzy sprezentowany przez znajomych z koła przewodnickiego na gdańskiej Politechnice.
Któregoś wieczoru poznaliśmy wreszcie Kubę Terakowskiego, który z lekka oszołomiony przysłuchiwał się naszej rozmowie będącej mieszaniną pomysłów do zrealizowania oraz już tych zrealizowanych. Przeglądał i dzielił, razem z nami zajadał pyszne krówki.
Odjechał zabierając część rzeczy w góry.
Zaganiane, nie zauważyłyśmy z Magdą jak nadeszłą przysłowiowa godzina zero. Urlop załatwiłyśmy bez problemów i nagle okazało się, że to już…jedziemy do Zakopanego. Wreszcie miałyśmy czas na w miarę spokojną rozmowę, w pociągu przed snem.
Dawno się tak nie wyspałam jak wtedy, co okazało się przysłowiową ciszą przed burzą.
Zakopane powitało nas śniegiem, którego nad morzem mamy stanowczy deficyt i niedosyt do ntej potęgi!! No i rzecz najważniejsza, była tam Basia, nasza Basia, której entuzjazm i energia były niesamowite. Po przekazaniu bagaży pod opiekę przedstawiciela schroniska ruszyłyśmy w trasę. W iście teleexpresowym tempie obejrzałyśmy kilka ciekawych miejsc w okolicy, co dla mnie i Magdy było ogromną radością – tak naprawdę to jeszcze nigdy nie byłyśmy w Tatrach, więc każdy widok był odkryciem.
Droga do schroniska przez ośnieżony i rozświetlony dzień sprawiła nam dużo przyjemności, co przydało się, gdy wpadłyśmy na grupę kolędników z Krakowa. Okazało się, że tak jakby byliśmy obok siebie i mimo naszych starań poczułyśmy się nieco zignorowane w sobotni wieczór kiedy to miałyśmy w planach grać dla orkiestry. Kolędnicy po sobotniej zabawie w niedzielę odwiedzili nasz sklepik i hojnie zasilili datkami orkiestrowe puszki.
Piękna pogoda sprzyjała spacerom, więc niemal cały czas stoisko było oblężone. Nieliczne ” wolne” chwile wykorzystałyśmy na spacery przez Morskie Oko na przełaj. Jakoś nie zrobiła na nas wrażenia informacja, że pod nami jest 50 parę metrów wody. Lód był solidny i można było podziwiać widoki z tej niesamowitej perspektywy:)). Pełna radości pisałam smsy do przyjaciół ze środka jeziora.
Zmarznięta wróciłam ze spaceru i wpadłam w wir orkiestrowy. Był już Kuba, byli wszyscy….a ja musiałam zaraz schodzić na pks do domu. Kilka zdjęć na pożegnanie i gorące pragnienie powrotu na kolejne morskie finały w górach. Na takie chwile warto czekać.
Dzięki wszystkim i do zobaczenia za rok.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS