RSS
 

zajebistości

01 sty

Generalnie nie jest zabawnie, jest z lekka, a chwilami bardziej niefajnie…a dlaczego, dlatego, że mama się rozchorowała…a jak chory jest ktoś najważniejszy w domu, to cały dom choruje…przechorowane były święta, mniej lub bardziej…przez mamę, a teraz okazuje się wg kogoś tam, że to ja z siostrą jako mieszkające z mamą odpowiadamy za jej stan…bo przecież powinnyśmy siłą ją zawlec do lekarza, najlepiej wczoraj, przedwczoraj albo jeszcze wcześniej… powinnyśmy zapewne też wyrywać jej z talerza co bardziej tłuste kawałki jedzenia i inne takie, ale nie my tego nie zrobiłyśmy, więc spotka nas za to kara i potępienie.
W ramach bonusu spędziłam sobie w sobotni wieczór 3 godziny na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie rodzicielce zrobiono płukanie żołądka i zalecono super lekką dietę – miejmy nadzieję, ze podziała. oddział rewelacja, ale personel – zwłaszcza w rejestracji już mniej – przyjmowała mnie jakaś pani nader głośno mlaskająca gumą do żucia i nie mająca pojęcia jak zarejestrować pacjenta w systemie. osoby zgłaszające się na SOR też nie lepsze, część sobie wyszła i nawet nie zgłosiła tego….a lekarz biegał i szukał pacjenta…czasem znalazł, a czasem nie. nikt nie wiedział dlaczego nagle zawyły alarmy i wygłaszały uspokajające komunikaty w dwóch językach…jako dodatkowa atrakcja wystąpiło przywiezienie przez policję zakrwawionego chłopaka w łańcuchach, widać lepszy zawodnik z niego skoro za obstawę miał trzech uzbrojonych policjantów w kamizelkach kuloodpornych…dwóch poszło z nim do toalety, a jeden stał pod drzwiami i straszył pistoletem…
tym co mnie tam mile zaskoczyło był niemal całkowity brak specyficznego szpitalnego zapachu i ciepło, nie śmierdziało tą obrzydliwą mieszanką środków odkażających , krwi i tego wszystkiego co kojarzy się ze szpitalem. w zasadzie CMI to nie był nasz rejon…powinniśmy jechać do tej umieralni na Zaspie, ale już dawno temu zapadłą decyzja,że nigdy więcej tam…

sobotnia i potem niedzielna wizyta w szpitalu spowodowała, że obie z siostrą dosyć niemrawo przywitałyśmy nowy rok i jak tylko ucichł łomot rakiet poszłyśmy spać. to nie był dobry początek…szampan został nie wypity…tost noworoczny wypiłyśmy colą.

a mama…mama śpi i zdrowieje…mam nadzieję.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS